🖋️ od Wieśka
Powiem wam szczerze — przez większość życia byłem święcie przekonany, że to inni są problemem. Naprawdę. Zawsze ktoś mnie wkurzył, ktoś zawiódł, ktoś coś zrobił nie tak. A ja? No przecież ja tylko reagowałem. Tak sobie to tłumaczyłem i nawet przez chwilę nie przyszło mi do głowy, że może to nie jest takie proste.
Dopiero po czasie zacząłem się zastanawiać, dlaczego obwiniamy innych za swoje problemy, skoro te problemy jakimś dziwnym trafem ciągle do nas wracają. Bo to nie był jeden przypadek, nie jedna sytuacja. To był schemat, który powtarzał się raz za razem. I niestety — ja byłem jego częścią, tylko długo nie chciałem tego zobaczyć.
Zawsze to ktoś inny był winny
Miałem na to gotowy zestaw wyjaśnień. Zawsze. Ludzie są fałszywi, nie można nikomu ufać, ja po prostu mam pecha. To były moje ulubione teksty i powtarzałem je tak długo, aż sam w nie uwierzyłem. Każda kolejna sytuacja tylko mnie w tym utwierdzała. Jeśli ktoś mnie zawiódł — to jego wina. Jeśli relacja się sypała — to druga osoba coś zrobiła nie tak. Jeśli coś nie wychodziło — to ktoś mi przeszkodził.
Problem polegał na tym, że nigdy nie patrzyłem na siebie. Nawet przez chwilę. Zawsze miałem winnego i zawsze był nim ktoś inny. To było wygodne. Nie musiałem nic zmieniać, nic analizować, niczego w sobie ruszać.
Dlaczego obwiniamy innych za swoje problemy zamiast spojrzeć na siebie
Z czasem zaczęło mnie jednak męczyć to, że ciągle trafiam na te same sytuacje. Te same konflikty, te same emocje, te same zakończenia. I wtedy pojawiło się pytanie, którego długo unikałem: dlaczego obwiniamy innych za swoje problemy, skoro to wszystko tak dziwnie się powtarza?
Odpowiedź jest brutalnie prosta — bo to jest łatwiejsze. Łatwiej powiedzieć, że ktoś nas zdenerwował, niż przyznać, że nie umiemy panować nad emocjami. Łatwiej uznać, że mamy pecha do ludzi, niż zobaczyć, że ciągle wybieramy podobne osoby. Łatwiej obarczyć winą cały świat niż spojrzeć na siebie i powiedzieć: „tu coś nie działa”.
I to wcale nie jest świadome działanie. Nikt nie planuje, że będzie zrzucał winę na innych. To się dzieje automatycznie, bo nasz mózg próbuje nas chronić. Przed wstydem, przed poczuciem winy, przed tym nieprzyjemnym uczuciem, że może jednak coś robimy źle.
Ten moment, którego nie chciałem
U mnie to nie było jedno wielkie olśnienie. To się zbierało powoli. Kolejna sytuacja, kolejna kłótnia, kolejne rozczarowanie. Aż w końcu usiadłem i pomyślałem, że to nie jest możliwe, żeby wszyscy byli problemem. Po prostu nie.
I wtedy przyszło to, czego najbardziej się bałem. Bo kiedy przestajesz obwiniać innych, zostajesz sam ze sobą. I nagle zaczynasz widzieć rzeczy, których wcześniej nie chciałeś widzieć. Że czasem reagujesz za ostro, że nie słuchasz, tylko bronisz swojego zdania, że powtarzasz te same schematy i potem jesteś zdziwiony, że kończy się tak samo.
To nie jest przyjemne. To nie jest coś, co daje ulgę od razu. Wręcz przeciwnie — to potrafi zaboleć bardziej niż wszystkie wcześniejsze sytuacje.
Największy opór jest w głowie
Najtrudniejsze było to, że nawet kiedy zaczynałem coś rozumieć, to i tak próbowałem się z tego wycofać. Szukałem wymówek, tłumaczyłem sobie, że to nie do końca tak, że inni też mają swoją winę. I oczywiście — mają. Świat nie jest czarno-biały.
Tylko że ja przez lata widziałem wyłącznie jedną stronę. Tę, w której ja jestem w porządku, a reszta świata zawodzi. I dopiero kiedy dopuściłem do siebie myśl, że mogę się mylić, coś zaczęło się zmieniać. Powoli, bez wielkich deklaracji, bez spektakularnych zmian. Ale jednak.
Jak już to zobaczysz, nie da się tego odzobaczyć
To jest moment, w którym zaczynasz rozumieć, dlaczego obwiniamy innych za swoje problemy. Bo kiedy raz zobaczysz, jak to działa, zaczynasz to zauważać w codziennych sytuacjach. W rozmowach, w reakcjach, w swoich własnych myślach.
Łapiesz się na tym, że chcesz znowu zrzucić winę na kogoś innego, ale coś w środku mówi: „sprawdź najpierw siebie”. Nie zawsze to działa. Ja dalej popełniam te same błędy. Dalej zdarza mi się reagować za szybko albo zbyt emocjonalnie.
Ale jest jedna zasadnicza różnica — teraz to widzę.
Nie jestem idealny i nie będę
Nie stałem się nagle kimś innym. Nie jestem spokojny, poukładany i zawsze opanowany. Dalej się wkurzam, dalej czasem przesadzam, dalej zdarza mi się obwiniać innych. Tyle że już nie potrafię udawać, że to zawsze ich wina.
Zrozumiałem, że problem nie zawsze jest na zewnątrz. Czasem jest we mnie. W moich reakcjach, w moim podejściu, w tym, jak patrzę na sytuacje i ludzi.
I to nie jest wygodne, ale jest prawdziwe.
Może nie chodzi o to, żeby być bez winy
Z czasem doszedłem do wniosku, że może nie chodzi o to, żeby być idealnym i zawsze mieć rację. Może chodzi o to, żeby być uczciwym wobec siebie. Zobaczyć swoje błędy, swoje schematy, swoje reakcje.
Bez przesady, bez robienia z siebie najgorszego człowieka świata, ale też bez udawania, że wszystko jest okej.
Bo jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się, dlaczego obwiniamy innych za swoje problemy, to odpowiedź jest prosta — bo to łatwiejsze niż spojrzeć na siebie.
Tylko że dopiero kiedy to zrobisz, zaczyna się prawdziwa zmiana.
Zrodlo: Dealing With the Defense Mechanism of Projection, Deflection as a Defense Mechanism
Zobacz także: Zmęczenie psychiczne – skąd się bierze, nawet gdy nic nie robimy?, Czemu tak łatwo tracimy cierpliwość do ludzi?

















Opublikuj komentarz