Noelia Castillo. Państwo nie uratowało ofiary, tylko zatwierdziło jej śmierć

Noelia Castillo – kobieta na wózku patrząca w okno na zachód słońca

Noelia Castillo. Państwo nie uratowało ofiary, tylko zatwierdziło jej śmierć

🖋️ Pani Zosia z warzywniaka komentuje

Są takie historie, po których człowiek nie ma ochoty czytać chłodnych analiz o procedurach, komisjach i paragrafach. Bo tu nie chodzi o suchy spór prawny. Tu chodzi o młodą kobietę, która najpierw została zniszczona przez cierpienie, potem przez własną rozpacz, a na końcu przez system, który zamiast dać jej realną nadzieję, dał jej zgodę na śmierć. Noelia Castillo miała zaledwie 25 lat. To nie był człowiek u kresu długiego życia. To była młoda kobieta, która powinna dostać wszystko, co możliwe: terapię, opiekę, wsparcie, ochronę, czas i ludzi, którzy nie odpuszczą. A zamiast tego świat usłyszał, że jej eutanazja została zalegalizowana.

I właśnie dlatego ta historia tak porusza. Bo nawet jeśli ktoś będzie powtarzał, że to był jej wybór, to pozostaje jedno brutalne pytanie: co takiego musiało się wydarzyć, że 25-letnia dziewczyna doszła do momentu, w którym śmierć została uznana za bardziej realne rozwiązanie niż dalsza pomoc? To jest pytanie, od którego nie da się uciec. I to ono powinno być w centrum tej sprawy, a nie wygodne gadki o nowoczesnym państwie, które rzekomo zadziałało zgodnie z prawem.


Kim była Noelia Castillo

Noelia Castillo od dzieciństwa miała za sobą bardzo trudne doświadczenia rodzinne i psychiczne. Dorastała w niestabilnych warunkach, przez co w wieku 13 lat trafiła pod opiekę społeczną po tym, jak jej rodzina straciła dom, gdzie padła ofiarą brutalnego gwałtu dokonanego przez 3 emigrantów, po której całkowicie się załamała. W 2022 roku nie wytrzymała. Podjęła próbę samobójczą, skacząc z piątego piętra. Przeżyła, ale cena była ogromna — została sparaliżowana. Od tego momentu jej życie zmieniło się całkowicie. Każdy dzień oznaczał nie tylko walkę z traumą psychiczną, ale też z fizycznym bólem i świadomością, że jej ciało już nigdy nie będzie takie jak wcześniej. Zderzyła się z rzeczywistością, w której nawet najprostsze czynności przestają być oczywiste, a przyszłość przestaje mieć jakikolwiek kształt.

I właśnie dlatego ta historia budzi tak ogromny sprzeciw. Bo nie dotyczy osoby, która po spokojnym życiu doszła do chłodnego wniosku, że chce odejść. Dotyczy młodej kobiety, która przez lata była przygniatana kolejnymi traumami, która wcześniej próbowała się zabić i która po tej próbie została z ciałem i psychiką w stanie skrajnego wyniszczenia. W takiej sytuacji pytanie nie powinno brzmieć, jak sprawnie przeprowadzić procedurę śmierci, tylko czy naprawdę zrobiono wszystko, by ją uratować. I właśnie na to pytanie wielu ludzi dziś nie potrafi sobie odpowiedzieć bez poczucia, że coś poszło bardzo, bardzo nie tak.


Gdzie kończy się wybór, a zaczyna rozpacz

Największy problem z całą tą sprawą polega na tym, że dziś bardzo łatwo wszystko wrzucić do worka z napisem „prawo do decydowania o sobie”. Tylko że życie nie zawsze jest tak proste. Człowiek w głębokiej depresji, po traumie, po przemocy, po próbie samobójczej i z trwałymi skutkami fizycznymi nie jest przecież kimś funkcjonującym w zwykłym komforcie psychicznym. To nie jest neutralna sytuacja. To nie jest stan pełnej wewnętrznej równowagi.

Dlatego wiele osób patrzy na sprawę Noelia Castillo nie jak na historię autonomii, ale jak na historię rozpaczy, którą państwo przyjęło do wiadomości i zalegalizowało. To brzmi brutalnie, ale tak to właśnie wygląda z boku. Jeśli człowiek został wcześniej przez życie tak mocno pognieciony, to decyzja o śmierci nie powinna być traktowana jak zwykły administracyjny wniosek do zatwierdzenia. Powinna być ostatnim alarmem, że ten człowiek potrzebuje jeszcze więcej pomocy, a nie bardziej eleganckiej procedury odejścia.


System, który nie umie ratować

To, co najbardziej boli w tej historii, to wrażenie, że nowoczesne państwo świetnie radzi sobie z organizowaniem formalności, ale dużo gorzej z ratowaniem ludzi. Kiedy człowiek ma za sobą traumę, przemoc, rozpad psychiczny, próbę samobójczą i życie z paraliżem, to potrzebuje nie tylko lekarza i papierów. Potrzebuje długofalowej, upartej, ludzkiej opieki. Potrzebuje kogoś, kto będzie przy nim nawet wtedy, gdy on sam już w nic nie wierzy.

A tu człowiek ma wrażenie, że system powiedział: skoro cierpisz i nie widzisz sensu, to możemy ci pomóc zakończyć tę historię zgodnie z procedurą. To właśnie budzi największy sprzeciw. Bo państwo powinno być od tego, żeby człowieka ratować, zwłaszcza jeśli wcześniej został skrzywdzony i złamany. Jeśli ofiara przemocy, człowiek po próbie samobójczej i osoba żyjąca z ciężkim cierpieniem dostaje zielone światło na śmierć, to naprawdę trudno mówić tu o sukcesie humanizmu.


Ojciec walczył, ale przegrał

Dodatkowo cała sprawa miała jeszcze jeden ciężki wymiar: sprzeciw ojca. On próbował zatrzymać tę procedurę. Uważał, że córka nie jest w sytuacji, którą można traktować jak spokojną i w pełni wolną decyzję. I nawet jeśli ktoś się z tym nie zgadza, to nie da się ukryć, że w tej historii nie było rodzinnej zgody, spokoju i pojednania. Był ból, był konflikt i była rozpacz.

To także pokazuje, jak potwornie trudna była ta sprawa. Bo tu nie mamy prostego obrazka pod tytułem: dorosła osoba podejmuje niezależną decyzję i wszyscy to rozumieją. Tu mamy rodzinny dramat, w którym jedna strona widziała w tym zakończenie cierpienia, a druga widziała kapitulację systemu. I właśnie przez to cała ta historia zostawia po sobie taki ciężar. Nie dlatego, że wszystko jest czarno-białe. Tylko dlatego, że nawet jeśli prawo coś dopuściło, to moralny niesmak i pytania zostały.


Europa, która mówi o empatii

Europa bardzo lubi opowiadać o empatii, prawach człowieka, ochronie słabszych i nowoczesnym podejściu do zdrowia psychicznego. Na papierze wszystko wygląda pięknie. Kampanie społeczne, hasła o wsparciu, deklaracje polityków, wielkie słowa o trosce. A potem przychodzi konkretna historia taka jak Noelia Castillo i nagle okazuje się, że końcowym etapem tej troski nie jest odbudowa życia, tylko zaakceptowanie jego końca.

To właśnie wkurza wielu ludzi najbardziej. Bo jeśli system przez lata nie umie ochronić młodego człowieka przed upadkiem, nie umie skutecznie go podnieść po traumie, nie umie dać mu poczucia, że warto żyć dalej, a na końcu okazuje się bardzo sprawny w zatwierdzaniu eutanazji, to coś tu jest bardzo chore. I nie chodzi nawet o samą legalność tego rozwiązania. Chodzi o kolejność. Najpierw powinna być bezwzględna walka o człowieka. Dopiero potem jakiekolwiek rozmowy o „końcu cierpienia”.


Noelia Castillo jako symbol większego problemu

Sprawa Noelia Castillo już dawno przestała być tylko prywatną historią jednej osoby. Stała się symbolem większego sporu o to, dokąd zmierza współczesna Europa. Czy naprawdę idziemy w stronę cywilizacji, która pomaga ludziom żyć mimo cierpienia, czy raczej w stronę świata, który coraz lepiej organizuje ludziom śmierć, gdy ich życie staje się zbyt trudne, zbyt kosztowne albo zbyt skomplikowane dla systemu?

To jest bardzo niewygodne pytanie, ale trzeba je zadawać. Bo dziś mówi się o godnej śmierci. Jutro ktoś zacznie mówić o racjonalnym rozwiązaniu. Pojutrze pojawi się język o odciążaniu rodzin, systemu i opieki. Tak to właśnie działa: najpierw wyjątkowe przypadki budzą współczucie, potem społeczeństwo przyzwyczaja się do nowego standardu. A potem granica przesuwa się dalej. I właśnie dlatego takie historie trzeba opisywać ostro, bez udawania, że wszystko jest oczywiste i piękne.


Najsmutniejsze w tej historii

Najsmutniejsze nie jest nawet to, że młoda kobieta zmarła. Najsmutniejsze jest to, że ogrom ludzi patrzy na tę historię i widzi nie triumf wolności, ale kompletną porażkę świata dorosłych, instytucji i państwa. Widzi młodą ofiarę, której życie rozpadło się wcześniej, a finałem nie była odbudowa ani ratunek, tylko legalna zgoda na odejście.

I naprawdę trudno się dziwić temu odruchowi. Bo gdy słyszymy o 25-letniej dziewczynie, to naturalną reakcją powinno być: ratować. Pomagać. Szukać. Próbować. Nie odpuszczać. A tu zostaje w ustach gorzki smak, że ktoś jednak odpuścił. Może zgodnie z prawem. Może zgodnie z procedurą. Ale dla wielu ludzi to i tak będzie wyglądało jak cywilizowana forma poddania się wobec cierpienia ofiary.


Podsumowanie

Noelia Castillo nie powinna stać się tylko kolejnym medialnym nazwiskiem, które przez chwilę poruszy ludzi, a potem zniknie pod nowymi tematami. Jej historia powinna zostać jako ostrzeżenie. Bo pokazuje, jak łatwo nowoczesne państwo może pomylić współczucie z kapitulacją. Jak łatwo mówić o godności, kiedy tak naprawdę zabrakło siły, by uratować człowieka. I jak łatwo sprzedać społeczeństwu opowieść o prawie wyboru, gdy w tle widać rozpacz, traumę i wcześniejsze wołanie o pomoc.

Noelia Castillo to nie jest historia o postępie, z którego należy być dumnym. To jest historia, po której człowiek powinien czuć nie zachwyt nad procedurą, ale zwykły ludzki niepokój. Bo jeśli ofiara przemocy, depresji i paraliżu dostaje od państwa zgodę na śmierć zamiast prawdziwego ratunku, to coś poszło bardzo, bardzo źle.


Źródło: The GuardianZobacz także: Aaron Carter. Tragiczna historia dziecięcej gwiazdy, która nie miała szans dorosnąć

Miejscowy obserwator rzeczywistości, specjalista od refleksji między jednym a drugim łykiem herbaty. Niby prosty chłop, a jednak czasem trafi w sedno tak, że biskup by przyklasnął. Lubi ławki, ciszę i patrzenie, jak inni się spieszą.

Opublikuj komentarz