Skąd się bierze głos wewnętrzny – czyli czemu mózg gada ze mną nawet wtedy, gdy nikt o to nie prosi?

głos wewnętrzny wyjaśniony w humorystycznym stylu przez Wiesia

Skąd się bierze głos wewnętrzny – czyli czemu mózg gada ze mną nawet wtedy, gdy nikt o to nie prosi?

🖋️ od Wieśka

Powiem Wam tak: człowiek może żyć bez wielu rzeczy – bez cukru, bez internetu, nawet bez teściowej. Ale bez czegoś takiego jak głos wewnętrzny, to ja sobie życia nie wyobrażam. Bo jakby nie patrzeć, kto ma mnie najlepiej zrozumieć, jak nie ja sam? No ale dziś nie o filozofii, tylko o nauce. Bo – uwaga – to, że człowiek gada sam ze sobą, to nie jest żaden objaw szaleństwa. To efekt skomplikowanej roboty mózgu, który zachowuje się czasem jak komentator sportowy na sterydach.


Jak działa ten cały „głos w głowie”? Naukowcy mają na to teorię

Zacznijmy od podstaw. Głos wewnętrzny nie jest żadnym duchowym szeptem ani tajnym przekazem od kosmitów. To normalny proces neurologiczny, w którym mózg łączy trzy systemy: pamięć roboczą, funkcje językowe i kontrolę poznawczą. Brzmi mądrze? A jeszcze lepiej brzmi to, że w trakcie tej „rozmowy” aktywują się te same części mózgu, które działają, kiedy człowiek mówi na głos.

To dlatego, gdy myślę, to tak jakbym mówił – tylko bez otwierania ust. I dlatego czasem brwi mi skaczą, jakbym prowadził negocjacje sam ze sobą.

Naukowcy z University of Wisconsin odkryli, że podczas pracy głosu wewnętrznego aktywuje się tzw. kora przedczołowa. To ta część mózgu, która odpowiada za planowanie, analizę i podejmowanie decyzji. Czyli wszystko, czego nie używam, gdy widzę promocję na kebaby.

Ale to dopiero początek.


Dlaczego człowiek gada sam do siebie? Bo mózg musi robić porządek w chaosie

Wyobraź sobie, że w głowie masz trzy Wiatraki z Poznania, siedem list zakupów, wspomnienia z 2011 roku, analizę, czy ktoś krzywo na ciebie spojrzał, i jeszcze meldunek z żołądka, że jest głodny. Mózg musi to jakoś ogarnąć.

No i właśnie do tego służy głos wewnętrzny. To narzędzie, dzięki któremu człowiek:

– porządkuje myśli,
– przewiduje konsekwencje,
– planuje działania,
– uczy się nowych rzeczy,
– rozwiązuje problemy,
– uspokaja się w stresie.

Psychologowie mówią, że gdy człowiek gada sam do siebie, to robi coś, co nazywa się „self-regulation”. Czyli reguluje własne emocje. Dlatego sportowcy przed startem mruczą do siebie, a ja mówię „Wiesio, dasz radę”, zanim wejdę na wagę.


A skąd wiemy, że ten głos, to… my?

Tu robi się ciekawie. Mózg ma coś, co nazywa się „mechanizmem rozróżniania źródła”. Dzięki temu wiemy, że głos wewnętrzny to nie ktoś z zewnątrz, tylko my.

Neurolodzy tłumaczą to tak: kiedy planujesz wypowiedź, mózg tworzy jej „kopię dźwiękową”, zanim jeszcze ją wypowiesz. I to jest właśnie Twój głos wewnętrzny. On działa nawet wtedy, gdy manipulujesz językiem tylko w myślach.

Dopiero gdy ten system się psuje – jak w niektórych chorobach psychicznych – ten głos przestaje być rozpoznawany jako własny. Ale u zwykłego człowieka mózg elegancko podpisuje wszystko wewnętrznie jako: „To ja, Wiesio. Proszę się nie bać.”


Czy mój głos wewnętrzny mówi moim głosem? A może innym?

Ha! I tu nauka znowu wjeżdża jak policja na kontrolę. Okazuje się, że dla większości ludzi głos wewnętrzny brzmi mniej więcej jak własny głos, tylko bardziej wyraźny i… mądry. Bo w środku nikt nie słyszy tego seplenienia i chrząknięć, które mamy na co dzień.

Ale są osoby, które słyszą w głowie różne wersje siebie: młodszą, starszą, spokojniejszą albo bardziej wkurzoną. I to jest normalne – mózg modeluje głos zależnie od emocji.

A ja? Ja mam jeden głos. Taki trochę zmęczony życiem, ale wciąż perspektywiczny.


Kiedy głos wewnętrzny zaczyna przeszkadzać?

Naukowcy mówią, że czasem głos wewnętrzny robi się za głośny. Na przykład:

– kiedy człowiek ma stres,
– kiedy próbuje zasnąć, a mózg odpala „przypomnienie wstydu z 8 klasy”,
– kiedy mózg analizuje każdy błąd jak komisja śledcza.

Badania z Harvardu pokazują, że mózg potrafi w ciągu jednej doby wygenerować ponad 60 tysięcy myśli, a duża część z nich przechodzi przez nasz głos wewnętrzny. Nic dziwnego, że człowiek jest zmęczony, skoro cały czas gada sam ze sobą. To jest jak praca na dwa etaty, tylko bez wynagrodzenia.


Czy da się wyłączyć głos wewnętrzny?

Niestety – nie. Chyba że człowiek zaśnie, ale nawet wtedy jest różnie. Bo marzenia senne też w dużej mierze powstają w tych samych rejonach mózgu, które odpowiadają za język, wyobraźnię i głos wewnętrzny.

Można go jednak wyciszyć. Psychologowie polecają:

– oddychanie przeponowe,
– krótkie medytacje,
– zajęcia manualne,
– sport,
– rozmowę z drugim człowiekiem (bo wtedy głos wewnętrzny robi sobie przerwę).

Ale całkowicie go wyłączyć? Nie ma szans. To część naszej konstrukcji, coś jak domyślna aplikacja w telefonie. Usunąć się nie da, a jak spróbujesz, to popsujesz system.


Dlaczego głos wewnętrzny jest w gruncie rzeczy dobry?

Bo to Twój prywatny doradca, analityk, archiwista, psycholog, komentator i trener. Naukowcy mówią, że osoby, które mają aktywny, stabilny głos wewnętrzny, lepiej:

– planują,
– zapamiętują,
– kontrolują emocje,
– uczą się,
– rozwiązują problemy.

A ja dodam od siebie: mają z kim pogadać, jak wszyscy inni mają wyłączone telefony.

To jest ten luksus, który człowiek dostaje za darmo.


Zakończenie: mózg to najlepszy gadżet, jaki mamy

I tak właśnie wygląda naukowe wyjaśnienie tego, skąd bierze się ten nasz głos wewnętrzny – użyteczny, czasem marudny, czasem zabawny, ale zawsze obecny. To narzędzie, które nie tylko chroni nas przed głupotami, ale też pozwala nam być bardziej ludzkimi. Bo człowiek, który gada sam ze sobą, to nie wariat. To ktoś, kto ma na tyle bogaty mózg, że musi to sobie komentować na bieżąco.

A że czasem mój wewnętrzny Wiesio gada więcej niż ja? No cóż… Przynajmniej zawsze wiem, że mam w głowie kogoś, kto mnie nie oceni — no, poza momentami, gdy przypomina mi o wstydliwych akcjach z młodości.


Źródło: Not Everyone Has an Inner Voice Streaming through Their Head – Scientific AmericanZobacz także: Placebo – jak to działa i czemu działa nawet na tych, którzy nie wierzą? Wiesio tłumaczy bez doktoratu

Miejscowy obserwator rzeczywistości, specjalista od refleksji między jednym a drugim łykiem herbaty. Niby prosty chłop, a jednak czasem trafi w sedno tak, że biskup by przyklasnął. Lubi ławki, ciszę i patrzenie, jak inni się spieszą.

Opublikuj komentarz