🖋️ Archiwum C – sprawy tak dziwne, że aż prawdziwe
Na świecie jest wiele dziwnych miejsc, ale nie każde wygląda jak coś, co wymknęło się spod kontroli grafika komputerowego. Lake Hillier w Australii to jedno z tych jezior, które człowiek ogląda na zdjęciach i myśli: „Photoshop, no ewidentnie!”. A potem ktoś pokazuje nagranie z drona i okazuje się, że jednak nie. Jezioro naprawdę ma intensywnie różowy kolor, który utrzymuje się przez cały rok i nie znika nawet wtedy, kiedy nabierzesz wody do ręki.
Heniek z „Archiwum C” przygląda się tej historii, bo kiedy natura robi coś tak spektakularnego, to aż prosi się o ciemnogrodzką analizę.
Różowe jezioro jak z bajki, ale powód jest jak najbardziej naukowy
Lake Hillier znajduje się na małej wyspie Middle Island u wybrzeży Australii Zachodniej. Ma zaledwie 600 metrów długości i nieco ponad 200 metrów szerokości, czyli mniej więcej tyle, ile dwa boiska piłkarskie. Nie jest więc ogromne, ale nadrabia wyglądem.
Najciekawsze jest to, że kolor jeziora nie zmienia się nawet wtedy, gdy woda zostanie przelana do butelki. To oznacza, że nie jest to odbicie światła, złudzenie ani efekt algorytmu Instagrama. To faktyczna cecha wody, która na stałe ma barwę intensywnego różu, czasem wpadającego w gumę balonową.
Naukowcy długo głowili się, co tu jest grane, ale ostatecznie przyjęto wyjaśnienie, które – jak to często w naturze bywa – jest jednocześnie proste i fascynujące.
Winna… mikroalga. Ale nie byle jaka
Za różową barwę odpowiada mikroalga Dunaliella salina, która żyje w ekstremalnie słonej wodzie. W takich warunkach zaczyna produkować beta-karoten, czyli naturalny pigment o pomarańczowo-różowej barwie. Ten sam, który odpowiada za kolor marchwi, niektórych glonów, a nawet kosmetyków do opalania.
Jezioro ma zasolenie podobne do Morza Martwego, czyli w okolicach 30%. To warunki, w których tylko najtwardsze mikroorganizmy są w stanie funkcjonować. D. salina nie tylko funkcjonuje, ale jeszcze krzyczy światu: „Patrzcie na mnie!” i maluje całą powierzchnię na różowo.
Do tego dochodzi bakteria halofilna Halobacteriaceae, która również produkuje czerwone pigmenty. Jej obecność wzmacnia efekt, dzięki czemu jezioro wygląda jakby ktoś dolał tam barwnika spożywczego.
Czy woda jest bezpieczna? Tak – nawet zaskakująco
Mimo nietypowego koloru jezioro nie jest toksyczne. Woda jest tak słona, że właściwie nic dużego tam nie żyje, ale sama w sobie nie stanowi zagrożenia dla człowieka. Piloci, którzy lądowali na Middle Island, jeszcze w XIX wieku opisywali, że woda po odparowaniu zostawia różową sól – jadalną i pachnącą „lekko słonawo-ziemiście”.
Dlaczego jezioro jest takie różowe, skoro inne słone jeziora nie są?
To dobre pytanie, bo Australia nie ma monopolu na dziwy. Istnieją inne różowe jeziora, na przykład Lake Retba w Senegalu czy Hutt Lagoon w Australii, ale tylko Lake Hillier ma tak stabilny kolor, który nie zmienia się nawet po pobraniu próbek.
Naukowcy uważają, że to efekt „idealnej mieszanki” czynników:
- bardzo wysokie zasolenie,
- ograniczona wymiana wody z oceanem,
- obecność konkretnych mikroorganizmów,
- stabilna temperatura regionu,
- specyficzne minerały w podłożu jeziora.
Innymi słowy: naturze wyjątkowo wyszedł eksperyment i już tego miejsca nie da się pomylić z żadnym innym.
Dlaczego nie można się tam normalnie kąpać?
Choć jezioro jest bezpieczne, Middle Island to teren chroniony. Nie ma tam infrastruktury turystycznej, hoteli, dróg ani nawet wygodnych miejsc do lądowania. Wyspa jest objęta ochroną przede wszystkim dlatego, że stanowi ważne miejsce dla ptaków i roślin, które żyją tylko w tym rejonie.
Turyści mogą zobaczyć Lake Hillier wyłącznie z powietrza, podczas specjalnych lotów widokowych. I to akurat ma sens, bo różowy kolor z perspektywy lotu wygląda najlepiej, szczególnie na tle głębokiego niebieskiego oceanu, który otacza wyspę.
A czy jezioro może zniknąć?
Niektóre kolorowe jeziora na świecie potrafią zmieniać barwę w zależności od pory roku, opadów i zasolenia. Jednak Lake Hillier od ponad 200 lat prezentuje stabilny różowy kolor, nawet gdy klimat zmienia się z dekady na dekadę.
Jedynym realnym zagrożeniem są:
- długotrwałe susze, które mogłyby zmniejszyć ilość wody,
- zanieczyszczenia, choć wyspa jest odizolowana,
- zmiany temperatury, które mogłyby wpłynąć na mikroorganizmy.
Na razie jednak jezioru nic nie grozi – przynajmniej według australijskich naukowców.
Historia, która zaczęła się… od kapitana statku
Pierwsze wzmianki o jeziorze pochodzą z 1802 roku, kiedy brytyjski żeglarz Matthew Flinders wspiął się na najwyższy punkt Middle Island i zauważył nietypowy kolor wody. W tamtych czasach nikt nie słyszał o mikroalgach produkujących pigmenty, więc odkrywcy podejrzewali minerały lub reakcje chemiczne.
Niestety, przez długi czas jezioro wykorzystywano do pozyskiwania soli, co nie przyniosło wielkich sukcesów, bo produkcja była trudna i nieopłacalna. Później porzucono te plany, a wyspa stała się ważnym obszarem przyrodniczym.
Dziś Lake Hillier jest znane głównie dzięki fotografiom lotniczym, które robią furorę w internecie.
Natura czasem lubi zaszaleć
„Archiwum C” widziało już różne cuda natury, ale jezioro, które wygląda jak gigantyczny różowy napój energetyczny, to zupełnie inna liga. I to bez żadnych efektów specjalnych.
Można powiedzieć, że Lake Hillier to idealny przykład tego, jak proste mikroorganizmy potrafią stworzyć widowisko, które wygląda jak z kreskówki. A przy okazji przypomina, że świat wciąż ma w zanadrzu tajemnice – trzeba tylko umieć patrzeć.
Źródło: Benjamin Kyle – zagadka człowieka bez tożsamości, którą rozwiązano dopiero po dwóch dekadachZobacz także: Nieśmiertelna meduza – stworzenie, które resetuje swoje życie

















Opublikuj komentarz