Dzwon z Wrocławia – nazistowski eksperyment, który miał cofnąć czas

Nazistowski Dzwon – tajny eksperyment z Gór Sowich.

Dzwon z Wrocławia – nazistowski eksperyment, który miał cofnąć czas

🖋️ Opowiada ks.  Onufry

Wśród wielu tajemnic III Rzeszy, żadna nie rozpala wyobraźni tak bardzo jak opowieść o tajemniczym urządzeniu znanym jako nazistowski Dzwon. Według relacji niemieckich naukowców i powojennych świadków, miało to być eksperymentalne urządzenie skonstruowane pod koniec II wojny światowej w rejonie Dolnego Śląska. Celem projektu miało być manipulowanie czasem i przestrzenią – a może nawet stworzenie broni, której skutków nie sposób sobie wyobrazić.


Tajemniczy projekt z Gór Sowich

Góry Sowie w czasie wojny stały się jednym z najbardziej strzeżonych obszarów III Rzeszy. Już od 1943 roku teren ten był całkowicie zamknięty dla ludności cywilnej. Na rozkaz Hitlera i nadzór Organizacji Todt rozpoczęto tam budowę gigantycznego kompleksu podziemnych korytarzy, znanego dziś pod nazwą „Riese” – czyli „Olbrzym”.

Wykuto kilkadziesiąt kilometrów tuneli w masywie górskim między Walimiem, Osówką, Jugowicami i Włodarzem. Pracowały tam tysiące więźniów z obozu Gross-Rosen, robotników przymusowych z Polski, Czech i ZSRR. Warunki były nieludzkie – głód, choroby i śmierć z wycieńczenia były codziennością. Po wojnie w tunelach odnajdowano porzucone maszyny, generatory, fragmenty zbrojeń i betonowe hale o wysokości kilku pięter.

To właśnie tam, według powojennych relacji niemieckich naukowców i raportów wywiadu alianckiego, miały odbywać się testy tajemniczego urządzenia określanego mianem nazistowski Dzwon.

Projekt miał być nadzorowany przez generała SS Hansa Kammlera – jedną z najbardziej mrocznych postaci III Rzeszy. Kammler był inżynierem z wykształcenia, człowiekiem o umyśle precyzyjnym jak maszyna i ambicjach sięgających gwiazd. To on kierował programem rakietowym V-2, budową obozów koncentracyjnych oraz systemem podziemnych fabryk zbrojeniowych.

Według niektórych źródeł Kammler przejął projekt nazistowskiego Dzwonu od zespołu naukowców pracujących wcześniej przy broni rakietowej i silnikach odrzutowych. W laboratoriach w Górach Sowich pracowali fizycy, chemicy i specjaliści od promieniowania. Część z nich miała doświadczenie z programu atomowego, inni eksperymentowali z nowymi rodzajami napędów, nad którymi w tym samym czasie pracowali Amerykanie i Rosjanie.

Istnieją relacje, że do tuneli sprowadzano ciężkie metalowe pojemniki i urządzenia chłodnicze, które miały utrzymywać stabilne warunki do testów. W archiwach odnaleziono także szkice cylindrycznego obiektu z opisem „Projekt Kronos” – niektórzy uważają, że była to wcześniejsza wersja nazistowskiego Dzwonu.

Świadkowie po wojnie opowiadali o nocnych konwojach ciężarówek, które znikały w lasach pod Włodarzem. W okolicy pojawiali się strażnicy SS, którzy nie dopuszczali nikogo w pobliże wejść do tuneli. Wszelkie prace odbywały się w ścisłej tajemnicy, a za złamanie zasad groziła natychmiastowa egzekucja.

Po kapitulacji Niemiec teren Gór Sowich został przejęty przez Armię Czerwoną. Rosjanie przeszukiwali tunele przez kilka miesięcy, wywożąc wszystko, co miało wartość naukową. Niektóre relacje mówią, że w jednym z korytarzy znaleziono ogromny, metalowy obiekt w kształcie dzwonu, pokryty tajemniczymi znakami – i że został on przewieziony w głąb ZSRR.


Czym był nazistowski Dzwon?

Według dostępnych opisów, nazistowski Dzwon miał przypominać metalowy cylinder o wysokości około 2,5 metra i średnicy 1,5 metra. Urządzenie wyposażone było w dwa przeciwbieżne rotory i zasilane nieznanym rodzajem substancji, opisywanej jako „Xerum 525” – gęsty, ciężki, fioletowawy płyn o silnym promieniowaniu.

Podczas testów Dzwon miał emitować jasne światło, generować silne pole elektromagnetyczne i powodować śmierć wszystkich organizmów w promieniu kilkudziesięciu metrów. Świadkowie, którzy pracowali przy projekcie, wspominali, że po każdym uruchomieniu trzeba było usuwać zwłoki zwierząt laboratoryjnych, które dosłownie rozpuszczały się w ciągu minut.

Niektórzy badacze twierdzili, że eksperymenty z urządzeniem miały na celu manipulację grawitacją, a nawet czasem. Według tej hipotezy, nazistowski Dzwon mógł być próbą stworzenia napędu antygrawitacyjnego lub wehikułu zdolnego do „przemieszczenia się poza wymiar czasu”.


Zniknięcie projektu i śmierć świadków

W kwietniu 1945 roku, gdy Armia Czerwona zbliżała się do Dolnego Śląska, większość dokumentacji projektu „Riese” została zniszczona lub ukryta. Niemcy wysadzali wejścia do tuneli, palili archiwa i ewakuowali naukowców w nieznanych kierunkach. W rejonie Walimia i Osówki świadkowie widzieli kolumny ciężarówek odjeżdżające nocą w stronę Czech. Mówiono, że na jednej z nich przewożono cylindryczny obiekt owinięty płótnem — prawdopodobnie prototyp urządzenia, które historia zapamiętała jako nazistowski Dzwon.

Generał SS Hans Kammler, który nadzorował projekt, zniknął bez śladu. Według jednej z wersji popełnił samobójstwo w pobliżu Pragi. Inna mówi, że został schwytany przez Amerykanów i potajemnie przerzucony do Stanów Zjednoczonych w ramach operacji Paperclip — tej samej, dzięki której naukowcy z programu rakietowego V-2 trafili do NASA. Istnieją też teorie, że Kammler wraz z częścią naukowców uciekł do Ameryki Południowej i kontynuował badania nad tzw. technologiami pola torsyjnego.

Kilku niemieckich uczonych, którzy mieli mieć kontakt z eksperymentami nazistowskiego Dzwonu, zmarło w niewyjaśnionych okolicznościach. Jeden z inżynierów został znaleziony powieszony w swoim mieszkaniu w Monachium; inny zginął w pożarze laboratorium, którego przyczyny nigdy nie ustalono. Pozostali milczeli do końca życia, unikając rozmów o projektach prowadzonych w Górach Sowich.

W 1960 roku polscy robotnicy pracujący przy budowie drogi w okolicach Walimia natknęli się na masywną betonową konstrukcję o kształcie pierścienia z wystającymi kotwami stalowymi. Wśród lokalnych mieszkańców szybko rozeszła się pogłoska, że to właśnie tam testowano nazistowski Dzwon – urządzenie, które miało „kręcić się w powietrzu” i wydawać dźwięk przypominający głębokie dudnienie.

Zainteresowanie sprawą wzrosło ponownie w latach 90., kiedy do mediów trafiły odtajnione fragmenty powojennych raportów wywiadu USA i Wielkiej Brytanii. W jednym z nich wspomniano o „niemieckim eksperymencie z rotującym polem magnetycznym”, który miał prowadzić do „zjawisk przestrzenno-czasowych trudnych do powtórzenia”. Nie padła nazwa nazistowski Dzwon, ale opis urządzenia i miejsca testów w Górach Sowich pasował idealnie.

Do dziś konstrukcja w Walimiu stoi — zarośnięta mchem, milcząca, przypominająca betonowy stół ofiarny. Dla jednych to tylko pozostałość po chłodni przemysłowej, dla innych – ostatni ślad po jednym z najbardziej niepokojących projektów II wojny światowej.


Amerykanie i zimnowojenne echa

Po wojnie wiele wskazuje na to, że część technologii i dokumentacji mogła trafić do USA. Niektórzy badacze sugerują, że amerykańskie projekty eksperymentalne, takie jak testy napędu antygrawitacyjnego czy słynny „eksperyment Filadelfia”, mogły mieć swoje źródło w badaniach nad nazistowskim Dzwonem.

W latach 50. w amerykańskich raportach wojskowych pojawiły się wzmianki o „niemieckim urządzeniu w kształcie dzwonu”, które mogło wytwarzać pole elektromagnetyczne o ogromnej mocy. Choć nigdy nie potwierdzono jego istnienia, temat powracał regularnie w środowiskach naukowych i konspiracyjnych.


Legenda, broń czy ostrzeżenie?

Do dziś historycy spierają się, czy nazistowski Dzwon był realnym projektem, czy jedynie legendą stworzoną przez powojenną wyobraźnię. Część dokumentów rzeczywiście potwierdza istnienie tajnych laboratoriów w Górach Sowich i eksperymentów nad nowymi typami napędów, ale żadnego urządzenia o właściwościach przypisywanych Dzwonowi nigdy nie odnaleziono.

Nie ma też żadnych oryginalnych niemieckich planów ani fotografii, które potwierdzałyby jego istnienie. Pierwsze wzmianki o nazistowskim Dzwonie pojawiły się dopiero po 2000 roku w książkach i raportach badaczy zajmujących się tzw. „Wunderwaffe” – cudowną bronią Hitlera. Większość naukowców traktuje te opowieści jako mieszankę faktów, wojennych mitów i sensacyjnych teorii, które narosły wokół realnych projektów zbrojeniowych III Rzeszy.

Niezależnie jednak od tego, czy był to mit, czy rzeczywistość, historia nazistowskiego Dzwonu stała się symbolem ludzkiej obsesji na punkcie władzy i prób przekraczania granic nauki. Bo jeśli rzeczywiście próbowano manipulować czasem – to może właśnie dlatego historia III Rzeszy skończyła się w ruinach.


Źródło: Popular Mechanics – Die Glocke: the Nazi Bell conspiracy (historia i źródła mitu)

Zobacz także: Eliksir Hitlera – czyli jak doktor Morell zrobił z Führera narkomana


Miejscowy obserwator rzeczywistości, specjalista od refleksji między jednym a drugim łykiem herbaty. Niby prosty chłop, a jednak czasem trafi w sedno tak, że biskup by przyklasnął. Lubi ławki, ciszę i patrzenie, jak inni się spieszą.

Opublikuj komentarz