Potrzeba uznania i życie na pokaz w social mediach

potrzeba uznania w social mediach – mężczyzna cieszący się z lajków na telefonie

Potrzeba uznania i życie na pokaz w social mediach

🖋️ od Wieśka

Coraz częściej mam wrażenie, że dla wielu ludzi życie przestało się dziać naprawdę, a zaczęło dziać się głównie na Facebooku. Jak coś nie zostało wrzucone, pokazane, skomentowane i polajkowane, to jakby się nie wydarzyło. I nie mówię tu o wyjątkowych momentach, tylko o codzienności. O wszystkim. O byciu, jedzeniu, chodzeniu, myśleniu, a nawet o składaniu życzeń.


Potrzeba uznania jako motor działania

Psychologia zna to pojęcie od dawna. Potrzeba uznania to jedno z podstawowych ludzkich pragnień. Chcemy być zauważeni, docenieni, dostrzeżeni przez innych. Problem zaczyna się wtedy, gdy potrzeba uznania przestaje być dodatkiem do życia, a staje się jego głównym celem.

Wtedy nie robi się rzeczy dlatego, że mają sens, tylko dlatego, że dobrze wyglądają z zewnątrz. Nie przeżywa się chwil dla siebie, tylko pod publikę. Liczy się reakcja, nie doświadczenie. Liczy się to, co zobaczą inni, a nie to, co naprawdę się czuje.


Życie przeniesione na Facebooka

Facebook stał się dla wielu ludzi sceną. Każdy dzień to nowy występ. Zdjęcie kawy, zdjęcie dzieci, zdjęcie spaceru, zdjęcie talerza, zdjęcie siebie w lustrze. Do tego obowiązkowy opis, najlepiej taki, który wywoła reakcję. Albo zachwyt, albo współczucie, albo zazdrość.

Niektórzy już nawet nie zauważają, że zamiast żyć, dokumentują życie. Zamiast przeżyć moment, myślą, jak go pokazać. Zamiast poczuć, kalkulują, czy to się „kliknie”.


Składanie życzeń dla publiki

Najbardziej widać to przy życzeniach. Nie są już po to, żeby komuś sprawić przyjemność, tylko po to, żeby się zaprezentować. Publiczny komentarz nie trafia do tej osoby, tylko do wszystkich dookoła. To komunikat: „zobaczcie mnie”, „zobaczcie, jaki jestem pamiętający”, „zobaczcie, jaki ze mnie porządny człowiek”. Im więcej osób to zobaczy, tym lepiej.

To już nie jest relacja, tylko autopromocja. Tworzenie obrazu siebie jako kogoś wspaniałego, empatycznego i zaangażowanego, bez konieczności faktycznego bycia takim. Nie trzeba zadzwonić, nie trzeba wysłuchać, nie trzeba się zaangażować emocjonalnie. Wystarczy widoczny gest, który dobrze wygląda z boku.

W tym sensie bardzo blisko jest tu do narcyzmu. Nie w znaczeniu klinicznym, tylko w codziennym, społecznym. Liczy się obraz własnej osoby, a nie drugi człowiek. Druga osoba staje się tłem, pretekstem do pokazania siebie. Życzenia są tylko narzędziem, kolejnym elementem budowania własnego wizerunku.

Im bardziej publiczne są te gesty, tym bardziej widać, że nie chodzi o pamięć czy bliskość, tylko o potrzebę uznania. A gdy potrzeba uznania przejmuje stery, relacje zamieniają się w scenę, a ludzie w rekwizyty do własnej autoprezentacji.


Brak skromności i ciągłe wystawianie siebie

Skromność w takim świecie wygląda niemal jak wada. Kto nie pokazuje, ten jakby nie istniał. Kto nie wrzuca, ten coś ukrywa. Kto nie opowiada o sobie, ten przegrywa w wyścigu o uwagę.

A przecież skromność to nie jest brak wartości. To świadomość, że nie wszystko trzeba pokazywać. Że są rzeczy prywatne. Że nie każde dobre działanie potrzebuje oklasków.

Dla wielu ludzi to jednak nie do przyjęcia. Jeśli nie ma reakcji, nie ma sensu. Jeśli nikt nie widzi, to po co?


Gdzie zaczyna się narcyzm

Nie każdy, kto pokazuje swoje życie, jest narcyzem. Ale gdy potrzeba uznania staje się obsesją, bardzo łatwo przekroczyć tę granicę. Narcyzm nie zawsze polega na zachwycie nad sobą. Często polega na ciągłej potrzebie potwierdzania własnej wartości przez innych.

Lajki stają się dowodem istnienia. Komentarze stają się miernikiem sensu. Brak reakcji bywa odbierany jak odrzucenie. To już nie jest zwykłe korzystanie z social mediów, tylko uzależnienie emocjonalne od opinii innych ludzi.


Relacje zastąpione reakcjami

Najbardziej niepokojące jest to, że w tym wszystkim gubią się prawdziwe relacje. Zamiast rozmowy jest komentarz. Zamiast telefonu jest emoji. Zamiast spotkania jest relacja na żywo.

Ludzie wiedzą o sobie wszystko z internetu, ale nie potrafią ze sobą porozmawiać. Znają cudze zdjęcia, ale nie znają cudzych myśli. Wiedzą, kto gdzie był, ale nie wiedzą, jak się czuje.


Ciągłe porównywanie się

Social media to także nieustanne porównywanie się z innymi. Kto ma lepiej, ładniej, więcej. Kto jest szczęśliwszy, młodszy, bardziej uśmiechnięty. To napędza potrzebę uznania jeszcze bardziej, bo skoro inni pokazują, to ja też muszę.

Nawet jeśli nie mam ochoty. Nawet jeśli mnie to męczy. Nawet jeśli czuję, że coś tu jest nie tak.


Gdy cisza zaczyna niepokoić

Dla wielu osób największym problemem nie jest krytyka, tylko cisza. Brak reakcji. Brak lajków. Brak komentarzy. To wtedy pojawia się niepokój, poczucie bycia niewidzialnym, a czasem nawet złość.

To bardzo wyraźny sygnał, że potrzeba uznania przestała być naturalna, a zaczęła rządzić życiem.


Podsumowanie – Wiesio mówi jak jest

Na koniec powiem to wprost. Nie wszystko trzeba pokazywać. Nie każde życzenia muszą być publiczne. Nie każda dobra rzecz wymaga widowni. Skromność nie jest słabością, a cisza nie oznacza braku wartości.

Jeśli coś robisz tylko po to, żeby inni to zobaczyli, to warto się zatrzymać i zapytać, czy to jeszcze życie, czy już tylko występ. Bo potrzeba uznania może być ludzka, ale gdy przejmuje stery, bardzo łatwo zamienia się w pustkę, narcyzm i relacje na pokaz, w których nie ma ani głębi, ani sensu.


Źródło: Steers, M. L. i in. (2016) – “I Want You to Like Me: Extraversion, Need for Approval, and Time on Facebook” (PubMed Central)Zobacz także: Dlaczego ciągle myślisz o tym, co ludzie o mnie myślą?

Miejscowy obserwator rzeczywistości, specjalista od refleksji między jednym a drugim łykiem herbaty. Niby prosty chłop, a jednak czasem trafi w sedno tak, że biskup by przyklasnął. Lubi ławki, ciszę i patrzenie, jak inni się spieszą.

Opublikuj komentarz