🖋️ od redakcji Ciemnogrodu
Cały świat patrzył na Nowy Jork, bo tam zjechali się najważniejsi przywódcy, by debatować na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych. Jedni mówili o pokoju, inni o pomocy humanitarnej, a jeszcze inni o tym, że czas zacieśniać więzi międzynarodowe. Ale gdy mikrofon przejął Donald Trump, zrobiło się tak głośno, że nawet klimatyzacja w gmachu ONZ przestała szumieć. Trump w ONZ znów udowodnił, że potrafi jednym zdaniem rozpalić salę i zmusić wszystkich do nerwowego poprawiania notatek, zostawiając polityków w kompletnym szoku i niedowierzaniu.
Trump w ONZ o globalnym ociepleniu – największe kłamstwo
Prezydent USA i główny bohater amerykańskiej sceny politycznej, uderzył w to, co dla wielu polityków Zachodu jest świętością. „Globalne ocieplenie to największe kłamstwo w historii ludzkości” – grzmiał ze sceny. Według niego, całe zamieszanie wokół klimatu to nic innego jak biznes elit i ideologiczny młot na zwykłych ludzi.
Trump w ONZ postawił sprawę jasno: kraje, które ślepo wierzą w raporty klimatyczne i wprowadzają restrykcje, same się pogrążają. A przy tym, mówił, otwierają szeroko drzwi dla takich potęg jak Chiny czy Rosja, które tylko czekają, by wykorzystać słabość Zachodu.
Zielony Ład pod ostrzałem
Nie mogło zabraknąć mocnego ataku na Europejski Zielony Ład. Trump w ONZ nazwał go „samobójstwem gospodarczym” i „ekonomicznym żartem stulecia”. Według niego, cała transformacja energetyczna to droga donikąd, która niszczy miejsca pracy, podbija ceny energii i uzależnia kontynent od zewnętrznych dostawców.
„Widzimy, jak kraje europejskie same zakładają sobie pętlę na szyję” – mówił Trump. W jego narracji Zielony Ład nie tylko nie uratuje planety, ale wręcz zrujnuje przemysł, handel i rolnictwo.
Dla części słuchaczy była to herezja, ale inni – zwłaszcza przedstawiciele państw, które borykają się z kosztami energii – kiwali głowami, jakby mówili: „No, coś w tym jest”.

Europa sama sobie podcina gałąź
Trump w ONZ nie zostawił suchej nitki na europejskich liderach. Oskarżył ich, że zamiast bronić interesów własnych obywateli, wolą ulegać modnym hasłom i uśmiechać się do aktywistów klimatycznych. Według niego, to właśnie Europa jest dziś przykładem tego, jak ideały potrafią zderzyć się z rzeczywistością.
Przypomniał kryzys energetyczny, drogie rachunki za prąd i protesty rolników. Pytał: „Czy to ma być ta zielona przyszłość? Ludzie, którzy nie wiedzą, czy ogrzeją domy zimą i czy sprzedadzą swoje plony?”
Słowa te zabrzmiały jak policzek wymierzony w europejskie stolice. I trzeba przyznać, że w wielu z nich ten policzek naprawdę zapiekł. Trump w ONZ zostawił więc obraz Europy zagubionej i bezradnej.
ONZ w szoku, świat w podziale
Wystąpienie Trumpa wywołało burzę. Jedni mówili o „skandalu” i „ataku na naukę”. Inni – że to głos rozsądku, który ktoś w końcu musiał wypowiedzieć na głos. Sekretarz generalny ONZ próbował łagodzić atmosferę, powtarzając mantrę o „konieczności globalnej współpracy”, ale było widać, że w sali wrzało.
Media amerykańskie natychmiast podzieliły się na dwa obozy: jedni grzmieli, że Trump w ONZ zhańbił USA, a drudzy przekonywali, że wreszcie ktoś nazwał rzeczy po imieniu. Z kolei europejscy przywódcy unikali komentarzy – jakby woleli przemilczeć niewygodne oskarżenia.
Trump w ONZ – echo dawnych sporów
To nie pierwszy raz, gdy Trump rozlicza się z „zielonym lobby”. Jeszcze podczas swojej prezydentury wycofał USA z porozumienia paryskiego, argumentując, że szkodzi ono Amerykanom. Teraz wrócił do tych samych argumentów, tylko ostrzej, mocniej, bardziej teatralnie.
Dla jego zwolenników to dowód konsekwencji. Dla przeciwników – niebezpieczne granie populizmem i ignorancja wobec nauki. Ale jedno jest pewne: Trump w ONZ nie zostawia nikogo obojętnym. Albo go kochasz, albo nienawidzisz.
Czy Trump w ONZ ma rację?
Tu zaczyna się największa debata. Czy globalne ocieplenie faktycznie jest „największym kłamstwem”? Nauka pokazuje wzrost temperatur, topnienie lodowców i ekstremalne zjawiska pogodowe. Ale Trump powtarza, że to nie klimat jest problemem, tylko polityka.
W Ciemnogrodzie ludzie mówią prosto: „Zamiast gadać o CO₂, niech nam najpierw prąd potanieje”. I może w tej prostocie kryje się odpowiedź. Bo nawet jeśli nauka ma rację, to czy sposób, w jaki politycy próbują walczyć o planetę, nie niszczy przypadkiem zwykłych obywateli szybciej niż sam klimat?
Trump w ONZ zadał pytania, na które odpowiedzi zabrzmiały w sali tylko półgłosem. A może właśnie dlatego, że były zbyt niewygodne.
Zakończenie
ONZ miało być miejscem wielkich planów i szczytnych idei. A wyszło jak zwykle: jeden przywódca krzyczał o pokoju, drugi o pomocy uchodźcom, trzeci o wolnym handlu. I wtedy wstał Trump. Jedni wzięli go za szaleńca, inni za proroka.
Ale jedno jest pewne: gdy za kilka lat historycy będą pisać o tym posiedzeniu, w pierwszym akapicie znajdzie się fraza „Trump w ONZ”. Bo to on, swoim językiem ostrym jak brzytwa, przesłonił całą resztę wystąpień.
I tak oto świat znów dzieli się na dwa obozy: tych, którzy wierzą w ocieplenie klimatu, i tych, którzy wierzą w Trumpa. A Ciemnogród tylko kiwa głową i mówi: „Niech się kłócą, my i tak będziemy palić w piecu, żeby było ciepło”.
Źródło: Reuters – Trump tells UN that climate change is 'greatest con job’
Zobacz także: Paracetamol w ciąży a autyzm – Trump otwiera dyskusję, nauka szuka odpowiedzi
🔁 Wiesio mówi jasno: nie podzielisz się, nie zbawisz Ciemnogrodu.

















Opublikuj komentarz